GTA na dzikim zachodzie!
Z takim określeniem często spotykałem się w towarzystwie zaprzyjaźnionych gamerów jak i w sieci, gdy zaczęło się robić głośno o potężnej produkcji nowojorskiego studia Rockstar Games. Pomimo iż od samego początku mówiło się, że będzie to tytuł, który wstrząśnie rynkiem gier to również pojawiało się sporo opinii, że Rockstar Games może mieć problemy z przebiciem własnego tytułu tj. „GTA V”, który pomimo sędziwego (jak na rynek gier) wieku, było i nadal jest jedną z najlepiej sprzedających się gier minionych kilku lat. Ale czy te obawy były słuszne?
Zacznijmy może od kilku liczb, które spowodowały, iż moja szczęka opadła na dobrych kilka minut.
- 8 lat pracy
- Ponad 1000 aktorów (Roger Clark, aktor kreujący postać głównego bohatera otrzymał nagrodę na gali „The Game Awards” w kategorii „Best Performance”
- Ponad pół miliona ścieżek dialogowych
- około 300tys. Indywidualnych animacji
- ścieżka dźwiękowa licząca ponad 60 utworów
- ponad 100gb na dysku
No dobra, a czy teraz już postrzelamy?
No właśnie, jeśli ktoś liczy na to, iż od samego początku zrobi rozpierduchę napadając na pociąg lub obrabiając bank to może go spotkać niespodzianka, ale czy niemiła?
O ile każdy gracz „GTA V” odnalazłby się w „Redzie” tak Rockstar pomyślało o wszystkich i wprowadza nas powoli w przytłaczający możliwościami świat Arthura Morgana. Tak, to właśnie o jego życiu będziecie decydowali przez najbliższe kilkadziesiąt godzin. Od pierwszych minut gra powala ilością detali graficznych, mimo iż pierwsze kilkadziesiąt minut rozgrywki toczy się w wysokich górach pokrytych głębokim śniegiem, a widoczność jest ograniczona. Kolejnym elementem, który u mnie spowodował rosnący wyraz szacunku dla twórców gry jest motoryka głównej postaci, NPC, koni, zwierzyny, czyli ogólnie wszystkiego. Nie widać przeskoków między animacjami bez względu na to jak intensywnie zmieniacie kierunek i zadanie jakie główny bohater wykonuje. Postacie niezależne poruszają się, kierują głowy i wzrok na Ciebie, gdy z nimi rozmawiasz, w bardzo naturalny sposób, a fakt, iż do każdej postaci możesz zagaić czy wejść w interakcję powoduje, że można pozbyć się uczucia samotności w grze którego często doświadczałem w grach typu Sandbox. Gdy przeżywamy kolejne elementy historii, zmieniają się dialogi pomiędzy NPC w obozie, gdy kupisz nową broń, ktoś w obozie to zauważy i zapyta o nią, a czasem ktoś Cię zaczepi by po prostu pogadać. Jak dla mnie, jest to wyznaczenie nowego poziomu interakcji w grach, na którym powinni wzorować się inni producenci, gdyż jest on na najwyższym poziomie.
Niech moc będzie z Tobą!
Historia zaczyna się wcześniej wspomnianych wysokich górach, gdzie wraz z gangiem Dutcha Van Der Linde, znanego już z pierwszej części, ukrywacie się po kwasie jakiego narobiliście w Blackwater i zmuszeni do ucieczki zostawiliście łup, który pozwoliłby porzucić życie wyjętych z pod prawa. Arthur Morgan, rasowy rewolwerowiec z aroganckim poczuciem humoru, niczym Jedi ma okazję opowiedzieć się po jasnej lub po ciemnej stronie mocy.
Od samego początku gra opiera się na moralnych decyzjach naszego bandyty, ironia? Nie do końca, ponieważ to Ty zdecydujesz czy będziesz odbierał życie i pieniądze niewinnym czy tylko tym, którzy mogą się nimi podzielić lub zasługują na to by zginąć broniąc ich. Opowiadając się po stronie moralności i trzymając się zasad a la Robin Hood, nasza postać będzie postrzegana jako człowiek z zasadami i broniący dobra, mimo iż sam jest poszukiwany przez stróżów prawa. Analogicznie, podejmując decyzje o zabijaniu każdego na naszej drodze, okradaniu wszystkiego co się rusza (albo i nie), Arthur będzie postrzegany jako pozbawiony skrupułów bandyta i może mieć nie raz problemy w załatwieniu czegokolwiek bez wpakowania komuś kulki między oczy. Ale niech będą spokojni Ci, którzy kroczą ścieżką prawości, gdyż i oni zasmakują dreszczyku emocji podczas napadu na bank czy pościgu za pociągiem pełnym złota i dziesiątkami rewolwerowców chroniących go przed Tobą.
A może by tak upiec jelonka?
Gdy już zmęczeni gonitwą za pociągami czy układaniem kolejnego planu napadu na bank zapragniecie chwili spokoju, będziecie mogli wybrać się na ryby lub zapolować na jeden z 200 gatunków zwierząt, a sposób w jaki je zabijecie zadecyduje o tym jakiej jakości surowce otrzymacie. Temat zwierzyny w grze tworzy oddzielny element gry, gdyż jej ilość, jej różnorodność oraz sposób upolowania by nie uszkodzić skóry tworzy grę łowiecką w świecie RDR2. Skóry, pazury, kły i inne surowce będziecie mogli wykorzystać w różnoraki sposób, np. do ulepszeń obozu czy elementów wyposażenia Arthura, a dla najwytrawniejszych myśliwych czekają unikatowe stroje do wytworzenia u trapera. I tu jest najwięcej zabawy, gdyż do wytworzenia unikatowych strojów są potrzebne surowce z legendarnej zwierzyny, a miejsce jej przebywania najpierw trzeba znaleźć na gigantycznej mapie, następnie w wyznaczonym obszarze znaleźć miejsce, w którym zaczniemy je tropić a później czeka nas niełatwa walka, ponieważ legendarna zwierzyna, jak się okazuje, legendarnie ucieka a jeden strzał rzadko kiedy ją powala. Jako ciekawostkę, dodam, iż mój przyjaciel, przez ponad 2 tygodnie nie robił nic innego w grze poza polowaniem na legendarną zwierzynę w celu poskładania unikatowego stroju dla głównego bohatera! Świr? Czy dowód na to, iż przywiązywanie wagi do możliwości w dzisiejszych grach jest istotne?
Stój! Wyskakuj z forsy!
Zdziwiony tymi słowami, miałem kilka sekund by zdecydować czy oddać dobrowolnie pieniądze nowym właścicielom, czy zaryzykować i się bronić. Taką decyzję nie raz będziecie musieli podjąć, przemierzając świat RDR2, ponieważ nie jesteście jedynymi bandytami w grze i czasem wpadniecie w zasadzkę szubrawców chcących położyć swoje brudne łapska na tym co wasze… to znaczy tym co należało kiedyś do kogoś innego a teraz jest wasze. Inne gangi, to one będą również waszym problemem w grze. Jest ich kilka, każdy ma inne metody działania, inaczej wyglądają, ale łączy ich jedno, chęć posłania Cię do diabła, gdy wejdziesz im w drogę, a gdy już to zrobisz, będą się czaić w krzakach i napadną na Ciebie w akcie zemsty w momencie, kiedy najmniej się tego spodziewasz. Jest to jeden z elementów, który powoduje, iż świat, w którym się poruszamy nie pozostaje obojętny na nasze decyzje i o ile jesteśmy w stanie przewidzieć jaka może być jego reakcja to nie przewidzimy, gdzie i kiedy to nastąpi.
Majstersztyk od A do Z
Tak jak „Asassin`s Creed: Black Flag”, spowodował, iż śpiewałem pod nosem pirackie przyśpiewki, tak „RDR2” spowoduje, że będziecie mieli ochotę obejrzeć jakiś dobry western. Są gusta i guściki a o nich podobno się nie dyskutuje, więc pisząc, iż „Red Dead Redemption 2” jest najlepszą grą jaka do tej pory wyszła, z pewnością rozpętałbym kolejną wojnę międzyplatformową jak i międzygatunkową, a więc dyplomatycznie napiszę, iż jest to do tej pory najlepszy tytuł jaki udało mi się zamknąć w mojej karierze gamera a uwierzcie mi mam ich sporo na koncie. Postaci Arthura Morgana nie da się nie lubić, czasem traktowany jak dinozaur w starciu z nadchodzącą industrializacją dzikiego zachodu, czasem jak bohater i księga mądrości dzikiego zachodu, ale zawsze z poczuciem humoru. Od fabuły, poprzez grafikę, muzykę, motorykę, możliwości, ilość dialogów, ilość misji a kończąc na modyfikacjach broni i postaci czy obozu, wszystko tworzy spójną całość a drobne błędy, które są niczym na tle potęgi tej gry, spowodowały, iż ten tytuł to „must have” z oceną 10/10
Rec. BlackRaven dla Source4gamers

